Według buddystów istoty, które rozwinęły wysokie zdolności umysłu, nie przechodzą przez wszystkie stany umierania (bardo). Także jogini, którzy osiągnęli pewne zrozumienie, ale jeszcze nie są oświeceni, potrafią umrzeć bardzo beztrosko. Dla nich odejście nie jest żadnym wielkim wydarzeniem, gdyż są wolni od przywiązania, właściwego zwykłym istotom. Chętnie umierają samotnie i często nie ma w ogóle nikogo, kto by ich śmierć zauważył. Nie są otoczeni mnóstwem ludzi, którzy płaczą, próbują ich zatrzymać itd.
Zwykłe istoty i praktykujący, którzy jeszcze nie osiągnęli głębokich rezultatów, przechodzą przez typowy proces umierania. Nasza fizyczna egzystencja powstaje na bazie pięciu elementów: ziemi, wody, ognia, powietrza i przestrzeni. Tych pięć elementów tworzy naszą materialną formę w czasie życia. W czasie śmierci rozpuszczają się one ponownie, czemu towarzyszą zewnętrzne i wewnętrzne oznaki.

Najpierw element ziemi rozpuszcza się w element wody. Mamy wrażenie, że jesteśmy przygniatani przez ogromną górę i słyszymy nieznośny hałas. Zewnętrzną oznaką jest to, że nasze ciało traci siły i nie jesteśmy w stanie zachować pionowej pozycji. Nie możemy unieść ciała ani głowy i jesteśmy tak słabi, że nie potrafimy utrzymać niczego w rękach. Wpadamy w panikę, bo choć leżymy całkiem zwyczajnie, mamy wrażenie, że spadamy, i chcemy, żeby otaczający nas ludzie podtrzymywali nas, podkładali nam coś pod głowę itd. Wewnętrzną oznaką jest wrażenie, że nasz umysł jest zmącony – nie możemy się skoncentrować. Pojawia się subtelne doświadczanie migotania.
Kiedy woda rozpuszcza się w ogień, mamy wrażenie, że zalewa nas powódź, która przychodzi ku nam jak ocean i słyszymy przy tym huk wody. Na zewnątrz przejawia się to w ten sposób, że nasze ciało staje się suche. Usta i język wysychają nam coraz bardziej, niezależnie od tego ile pijemy. Wewnętrzną oznaką jest rozdrażnienie i gniew, czujemy się bardzo źle. Pojawiają się też zjawiska podobne do dymu.
Następnie element ognia rozpuszcza się w element powietrza. Wrażenie jest takie jak gdyby wrzucono nas do ognistego piekła. Zewnętrzną oznaką nadejścia tej fazy jest zanikanie ciepła ciała. Oddech staje się coraz chłodniejszy. Ciepło stopniowo opuszcza ciało – chłód przemieszcza się od stóp w kierunku głowy, aż ciało staje się całkiem zimne. Wewnętrzną oznaką jest narastające pomieszanie, czasami jeszcze nasz umysł jest jasny, ale nie możemy się już na niczym skupić. Postrzeganie zewnętrznego świata ulega na tym etapie zaburzeniu. Nie jesteśmy już pewni, czy coś widzimy, czy też nie. Pojawiają się zwidy w postaci błysków czerwonego światła.
Potem, kiedy ustaje oddech, element wiatru rozpuszcza się w świadomość i odczuwa się takie przerażenie, jakby naraz rozległy się tysiące grzmotów. Najpierw oddychamy bardzo szybko, potem przez długi czas wydychamy powietrze i mamy wielkie trudności z ponownym wdechem. W końcu robimy ostatni wydech i element wiatru rozpuszcza się w przestrzeń. Ponieważ w tym momencie wraz z oddechem znika podstawa naszej fizycznej egzystencji, również nasze zmysły, które w oparciu o nią funkcjonowały, zanikają. To znaczy, że nie możemy już nic więcej widzieć, słyszeć, wąchać, smakować czy wyczuć dotykiem. Jest to najgorszy moment w procesie umierania i jeżeli nie mamy bardzo dobrej karmy, wpadamy wówczas w panikę.
Teraz zaczyna się bezwolna wędrówka przez zawartość umysłu. W tym momencie świadomość traci „grunt pod nogami” i rozpaczliwie łapie się dominującej myśli czy też wrażenia, byle tylko nie stracić poczucia własnego istnienia, które rozpuszcza się i znika. Wrażenia zgromadzone w czasie życia prowadzą świadomość. Wypływają nasze ukryte lęki i pragnienia, które ciągną świadomość ku zjawiskowemu światu. Umysł nie ma woli by nad tym wszystkim zapanować, nie ma siły by zmienić cokolwiek i w tym momencie może tylko obserwować.
Wszystko zależy od wrażeń zgromadzonych za życia. Negatywne objawią się w postaci przerażających wizji, koszmarnych zjaw, demonów i upiorów, pozytywne mogą mieć postać bóstw lub nawet bliskich osób, które odeszły wcześniej. Wszystko zależy jednak od poziomu samoświadomości umysłu. Osoby z bardzo niskim jej poziomem mogą doświadczyć takiego pomieszania, że po prostu stracą przytomność. Wszystkie te efekty są jedynie projekcjami umysłu, zazwyczaj jednak nie rozpoznajemy ich natury toteż po pewnym czasie ulegają one rozpuszczeniu.
Następnie pojawiają się kręgi różnokolorowego światła jako przejawy poszczególnych mądrości. Tu tez mamy możliwość wyzwolenia.
Jeśli się to nie uda to dalszy proces okaże się bezwolną wędrówką, której przebieg jest ściśle określony przez zebraną karmę. Umysł w tym stanie ciągle jeszcze przyzwyczajony jest do istnienia ciała, dlatego otacza się jego duchową atrapą niczym wspomnieniem. Potrafi widzieć, słyszeć i czuć. Posiada też wiele cudownych właściwości jak jasnowidzenie, poruszanie się w przestrzeni bez ograniczeń.
Według tybetańskiej „Księgi Umarłych” opisane wyżej doświadczenia trwają około 49 dni.
(na podstawie: Biblioteka Buddyjska, L.T. Rinpocze “Cztery rodzaje bardo”)