O przekleństwie astrologa
25 marca 2007
A planety szaleją, szaleją, szaleją…
I śmieją się, śmieją się, śmieją…
Czasem znajomi do mnie mówią: Tomasz, kiedy mówisz, że wtedy i wtedy w twoim życiu stanie się to i tamto, to tak na prawdę zakładasz ręce i czekasz na to co ma nastąpić. Przyjmujesz bierną postawę wobec życia. Sugerujesz się swoja astrologią.
No właśnie, jak to jest? Nowoczesny nurt astrologii, nazywany astrologią humanistyczną zajmuje się rozpoznawaniem potencjałów energetycznych, jakie człowiek ma zakodowane w układzie horoskopu. Rola astrologii teraz, nie polega na wieszczeniu i wróżbiarstwie, ale w dużej mierze na tym, żeby dostrzec określony potencjał w horoskopie i odpowiednio to we właściwym momencie wykorzystać. Albo, na przykład, zminimalizować skutki negatywnych tranzytów, tak, żeby je wykorzystać z maksymalnym pożytkiem dla właściciela horoskopu. No i pięknie, mamy pełną jasność naszej misji.
A więc do roboty!
Tylko, mój drogi astrologu, pozostaje pytanie, co wtedy, kiedy czasem zdarzy ci się zobaczyć coś dokładnie w horoskopie, jakieś konkretne wydarzenie.
I jeśli to dotyczy ciebie, a nie klienta. Jeśli wiesz, że ono nastąpi tak, czy inaczej. Możesz sobie nawet obliczyć konkretną datę. I nic nie poradzisz, choćbyś poruszył niebo i ziemię. Możesz się, co najwyżej, tylko przygotować psychicznie do zmiany, która cię czeka. Co wtedy, kiedy czujesz, że nie masz wpływu na to co się dzieje, że kosmos robi z tobą, co chce?




