Astrologus


Co to jest horoskop?

Horoskop pytaniowy
Horoskop osobisty
Horoskop prognoza
Horoskop partnerski
Horoskop dziecka

Zadaj pytanie
do astrologa

Zamów horoskop

google
yahoo
bing

Archiwum z miesiąca: Marzec 2007

O przekleństwie astrologa

25 marca 2007

A planety szaleją, szaleją, szaleją…
I śmieją się, śmieją się, śmieją…

Czasem znajomi do mnie mówią: Tomasz, kiedy mówisz, że wtedy i wtedy w twoim życiu stanie się to i tamto, to tak na prawdę zakładasz ręce i czekasz na to co ma nastąpić. Przyjmujesz bierną postawę wobec życia. Sugerujesz się swoja astrologią.Wodnik horoskopy astrologia

No właśnie, jak to jest? Nowoczesny nurt astrologii, nazywany astrologią humanistyczną zajmuje się rozpoznawaniem potencjałów energetycznych, jakie człowiek ma zakodowane w układzie horoskopu. Rola astrologii teraz, nie polega na wieszczeniu i wróżbiarstwie, ale w dużej mierze na tym, żeby dostrzec określony potencjał w horoskopie i odpowiednio to we właściwym momencie wykorzystać. Albo, na przykład, zminimalizować skutki negatywnych tranzytów, tak, żeby je wykorzystać z maksymalnym pożytkiem dla właściciela horoskopu. No i pięknie, mamy pełną jasność naszej misji.
A więc do roboty!

Tylko, mój drogi astrologu, pozostaje pytanie, co wtedy, kiedy czasem zdarzy ci się zobaczyć coś dokładnie w horoskopie, jakieś konkretne wydarzenie.
I jeśli to dotyczy ciebie, a nie klienta. Jeśli wiesz, że ono nastąpi tak, czy inaczej. Możesz sobie nawet obliczyć konkretną datę. I nic nie poradzisz, choćbyś poruszył niebo i ziemię. Możesz się, co najwyżej, tylko przygotować psychicznie do zmiany, która cię czeka. Co wtedy, kiedy czujesz, że nie masz wpływu na to co się dzieje, że kosmos robi z tobą, co chce?

Nieznośna lekkość bytu

20 marca 2007

Astrologia nie oferuje wyjaśnienia praw rządzących wszechświatem, ani dlaczego wszechświat istnieje. To, co oferuje, mówiąc po prostu, to pokazuje nam, że wszechświat ma swój rytm, a życie człowieka jest częścią tego rytmu. (Henry Miller)

Znak Strzelca na ascendencie ma taką niewątpliwą zaletę, że pozwala nasz, jak pisał kiedyś Milan Kundera, czasami nieznośny byt, odczuwać lżejszym.
I chociaż Saturn ciągle retrograduje w stronę mojego Słońca i do września będzie mu groził palcem w znaku Lwa… Chociaż Neptun atakuje wymęczone już przez Saturna Słońce z drugiej strony, jednocześnie szachując kwadraturą to Księżyc, to natywnego Neptuna… I chociaż przebiegły bóg podziemi, Pluton powoli, ale nieuchronnie aplikuje do kwadratury z moim natywnym Saturnem…

Przyznam, że przy tranzytach Neptuna czuję się tak, jakby wszystko działo się poza mną. Rzeczy, sprawy, wydarzenia toczą się same. Czas zdaje się być czymś nierealnym jak kubistyczny obraz. Wydaje mi się, że to głównie dzięki jodze trzymam się cały czas wyznaczonego azymutu. (I niech no mi ktoś jeszcze raz powie, że Saturn jest niepotrzebny w horoskopie!).

Od paru dni, z Jowiszem na ascendencie, oddycha mi się już jednak trochę lepiej… Teraz, powoli, dzięki tranzytowi Jowisza czuję, że już mogę zrzucić trochę balastu. Spróbować nadrobić zaległości z ostatniego miesiąca. Mogę przynajmniej dokończyć i wysłać zaległe horoskopy…

astrologia horoskopy ingres do Barana

Tradycyjnie, jak co roku, nadszedł taki moment, kiedy Słońce zaczaja się w Rybach, przed ingresem do Barana. (Że też musi się tak co roku zaczajać akurat na moim natywnym Saturnie!). Zgodnie z astrologią kabalistyczną należy zwrócić uwagę na pierwsze 12 dni pobytu Słońca w znaku Barana, które symbolizują 12 nadchodzących miesięcy w roku astrologicznym. Jest to jakby symboliczna prognoza dla nadchodzącego roku. Każdy z 12 dni ma w związku z tym określoną energię i to, co się podczas nich wydarzy jest symboliczną prognozą na nadchodzący rok. Pierwszy dzień oznacza więc pierwszy miesiąc, Mars i znak Barana, drugi dzień – drugi miesiąc, Wenus i znak Byka, trzeci dzień – trzeci miesiąc, Merkury i znak Bliźniąt, czwarty – Księżyc i Rak, piąty – Słońce i Lew, szósty – Merkury i Panna, siódmy – Wenus i Waga, ósmy – Pluton i Skorpion, dziewiąty – Jowisz i Strzelec, dziesiąty – Saturn i Koziorożec, jedenasty – Uran i Wodnik, dwunasty – Neptun i Ryby. Dlatego kabaliści szczególną wagę przykładają do tego, żeby te nadchodzące 12 dni przeżyć i „zapełnić” zgodnie z właściwą im energią. Czyli pierwszy dzień w trybie marsowym, drugi – wenusowym, z akcentem na „byczą” stronę Wenus i tak dalej. Cóż szkodzi spróbować?

Ktoś tu znowu zamawiał rybę?!

19 marca 2007

Na zakończenie fazy Ryb bogowie, żeby już zupełnie namącić w naszej rybnej zupie, zafundowali nam zestaw firmowy w postaci zaćmień. Być może niektórzy z nas obserwowali zaćmienie Księżyca widoczne wieczorem 3-go marca. Poprzedziło ono dzisiejsze częściowe zaćmienie Słońca, w 28 stopniu Ryb. Warto może wiedzieć, że chociaż zaćmienie jako takie może trwać parę godzin, to jednak spektakularna faza główna trwa tylko kilka minut, maksymalnie 7,5. Dla pojedynczej lokalizacji całkowite zaćmienie Słońca występuje rzadko, bo raz na 410 lat! Dzisiejsze zaćmienie, niewidoczne w Polsce, można było obejrzeć, jeśli ktoś tydzień wcześniej wskoczył w transsyberyjski pociąg i wysiadł teraz na stacji w Nowosybirsku. No chyba, że wolał na Alaskę.

zaćmienie saros horoskopy astrologia

Studiując informacje na temat zaćmień po raz kolejny w zadumie pochyliłem czoła nad mądrością starożytnych. Babilończycy – bo o nich mowa – odkryli prawidłowości rządzące zaćmieniami. Zauważyli, że zaćmienia układają się w cykle, powtarzające się w regularnych odstępach czasu. Przez nich właśnie cykl zaćmień nazwany został sarosem (w jęz. asyryjskim szāru).

Długość sarosu jest niemal dokładnie równa 19 latom zaćmieniowym (rok zaćmieniowy to przedział czasu między kolejnymi przejściami Słońca przez ten sam węzeł orbity Księżyca). Okres ten wynosi 223 miesiące synodyczne (jest to pełny cykl faz Księżyca, trwający średnio: 29 dni 12 godzin 44 minuty i 3 sekundy) i równy jest jednocześnie 242 miesiącom smoczym (jest to średni czas, w jakim Księżyc przechodzi przez ten sam węzeł orbity). Jeden saros trwa więc 6585,32 dnia, czyli 18 lat 11 1/3 dnia (10 1/3 dnia w przypadku 5 lat przestępnych), Następnie powtarzają się podobne do siebie zaćmienia Słońca i Księżyca. I potem znowu następne…

Niewielka zmiana położenia Słońca i Księżyca po każdym sarosie sprawia, że cały cykl zaćmień kończy się po ok. 71 zaćmieniach Słońca i 48 Księżyca. Każdy cykl saros rozpoczyna się zaćmieniem częściowym o niewielkiej fazie w pobliżu jednego z ziemskich biegunów, kulminację (najdłuższe zaćmienie całkowite cyklu) osiąga w pobliżu równika i kończy się jako zaćmienie częściowe o małej fazie blisko drugiego bieguna. Fakt, że w danym roku występuje więcej niż jedno zaćmienie Słońca jest związany z tym, że jednocześnie biegnie obok siebie wiele cykli sarosów. Dzisiejsze zaćmienie było powtórzeniem częściowego zaćmienia, które miało miejsce 7 marca 1989 roku w Ameryce Północnej i należy do cyklu saros 149, który zaczął się 21.08.1664 r. i zakończy 29 września 2926 r.

Odkrycie sarosów pozwoliło babilońskim uczonym przewidywać daty zaćmień, a układające się ich cykle budować długoletnie astrologiczne prognozy. Studiując wiedzę starożytnych po raz kolejny czuję się mały jak pyłek. Czuję respekt i szacunek dla ludzi, którzy niewątpliwie mieli wielokrotnie większą wiedzę astrologiczną niż my obecnie. Jeśli oni czasem patrzą tam, z góry, na nasze współczesne horoskopy i prognozy, to pewnie tylko się uśmiechają z politowaniem.

O, Bogini Isztar! Bądź pozdrowiona!

O tantrycznym przedłużaniu

1 marca 2007

I znowu coś z tematyki VIII domu… Wywołany zostałem do przysłowiowej tablicy w Astrolabium, przy okazji komentarza do artykułu naskrobanego przed 1,5 rokiem. No i… przypomniał się temat związany z jogą tantryczną. Temat ten pojawia się jak bumerang, przy okazji różnych towarzyskich spotkań i jest traktowany przez gawiedź z żartobliwym przymrużeniem oka.
Bo niby, jak to tak można, panie, bez wytrysku? Lipa jakaś i żadna frajda! Nareszcie więc, w przypływie chwili, postanowiłem wywiązać się z danej wówczas obietnicy i odsłonić niniejszym rąbka ezoterycznej praktyki. Zwłaszcza, że niektórzy stosują ekwilibrystyczne techniki powstrzymywania wytrysku, polegające na tym, że w… odpowiednim momencie przypominają sobie filmy wojenne, w których ułani szarżują z szablami na czołgi. Takie praktyki mogą, niestety, skutkować nerwicą seksualną, poza tym nie są w 100% skuteczne. W końcu zdarzy się… przeszarżować, a i szabelki szkoda.

Teraz mała dygresja. Kiedy opublikowałem wpis Mój dom nr VIII, wraz z pięknym zdjęciem symbolizującym naturę Skorpiona, otrzymałem kilka postów ze słowami, których nie mogłem nijak znaleźć w oficjalnym słowniku języka polskiego. Zanim więc przejdę do sedna, powinienem tutaj napisać coś mniej więcej takiego: Prezentowane poniżej treści są przeznaczone wyłącznie dla dorosłych czytelników. Jeśli jesteś jeszcze dzieckiem (lub dorosłym, który jeszcze nie dorósł) naciśnij kombinację klawiszy: ctrl+alt+delete.

Umiejętność przedłużania stosunku i wielokrotnego szczytowania polega na tym, żeby w odpowiednim momencie lekko przyhamować podniecenie i, nie dochodząc do ejakulacji, przygotować się do następnego orgazmu. Fala podniecenia nie osiąga wtedy kulminacji, lecz jest jakby porywana przez kolejną, większą falę, która ostatecznie unosi ją jeszcze wyżej. I tak, każda fala jest coraz wyższa. Ostatecznie cała sztuka sprowadza się do chwilowego “postoju”, czyli pogłębienia oddychania i skurczu tzw. mięśnia PC w celu powstrzymania ejakulacji. Nie sama technika jest tutaj najistotniejsza, lecz przełamanie przyzwyczajenia do ejakulacji i pozbycie się błędnego przekonania, że orgazm jest tożsamy z wytryskiem. Jest proste ćwiczenie zalecane przez taoistów oraz w jodze tantrycznej, mające na celu rozwinięcie mięśnia PC oraz innych mięśni związanych z narządami seksualnymi. Jest to, w gruncie rzeczy, ćwiczenie dla leniwych joginów, ponieważ nie wymaga szczególnego samozaparcia, wstawania o 5 rano i skomplikowanych asan. Można ćwiczyć je wielokrotnie w ciągu dnia, za każdym razem, będąc w toalecie. Polega ono na kilkukrotnym zatrzymaniu strumienia moczu w trakcie jego oddawania.

tantra joga

Mój Mistrz, kiedy pierwszy raz w mojej obecności objaśniał to proste ćwiczenie, proponował, żeby w momencie zatrzymania zrobić jeszcze dodatkowo obrót wokół własnej osi. Albo jak najwięcej obrotów i najlepiej na przemian, przez jedno i drugie ramię. Na następnym spotkaniu mieliśmy się chwalić, kto tych obrotów zrobił najwięcej. Ponieważ kiedyś zawsze był ze mnie pilny uczeń i chciałem być we wszystkim najlepszy, to przy pierwszym podejściu próbowałem tych obrotów, a jakże! A potem śmiałem się z dowcipu.