Astrologicznie po konferencji…
25 kwietnia 2012Do dnia dzisiejszego, pewni, nieadekwatnie wykształceni ludzie, wciąż wierzą, że są w stanie wyśmiewać astrologię, uważając ja za pseudonaukę, zdemaskowaną dawno temu. Nie zważając na to, astrologia dzisiaj wynurza się z głębin i puka do bram uniwersytetów, które zmuszona była opuścić trzy wieki temu.
(Carl Gustav Yung)
Czas po konferencji, czyli czas na refleksję… Mam na myśli IV Konferencję Polskiego Stowarzyszenia Astrologicznego, która zakończyła się w miniony poniedziałek. Cztery lata temu braliśmy udział w pierwszej konferencji i pisałem wtedy, że na naszych oczach tworzy się historia. Ta historia wygląda teraz tak, że, polska konferencja zdobyła już uznanie za granicą. Już drugi rok występują w Warszawie zagraniczne gwiazdy astrologiczne, a inne stoją w kolejce. W tym roku mieliśmy cztery zagraniczne akcenty, bo wykłady i warsztaty poprowadzili: Andrew Bevan, Kim Farnell, John Frawley i Alex von Schlieffen. Niemała to zasługa Miłki Krogulskiej i Izy Podlaskiej, które dzięki swoim kontaktom i wykładom na zagranicznych konferencjach sprawiły, że polska astrologia została zauważona w astrologicznym świecie.

Muszę przy tej okazji dodać od siebie jedną uwagę, że nasi organizatorzy inwestują swój czas i energię w organizację konferencji, nie mając z tego absolutnie, żadnych korzyści finansowych. Wiem o tym, bo, po pierwsze, wynika to zwyczajnie ze sprawozdania finansowego, które każdy członek PSA znajduje raz na rok w swojej skrzynce mailowej. A po drugie, mam zaszczyt znać je osobiście i znam kulisy ich pracy. Składki członkowskie, wejściówki i sprzedaż nagrań z konferencji zaledwie pokrywają koszty organizacji konferencji i wydanie kwartalnika PSA. Oczywistym jest, że sama konferencja wiąże się z promocją jej uczestników i wykładowców, ale to jest chyba jasne. Każdy z nas może się przy tej okazji reklamować lub włączać w prace stowarzyszenia. A promując siebie, promujemy także astrologię w kraju nad Wisłą i pomagamy jej wyjść z prowincjonalnego polskiego grajdoła. Piszę o tym dlatego, bo słyszałem plotki i bzdury na temat organizacji konferencji – cóż, my Polacy znani jesteśmy na świecie nie tylko ze świetnych konferencji astrologicznych, ale także z naszych cech narodowych, z których nie wszystkie są chlubne.
Wracając do samej konferencji, to chciałbym się pokusić o wstępną refleksję i ocenę. Przede wszystkim, na pewno lokalizacja w tym roku w centrum Warszawy była o wiele lepszym rozwiązaniem. Wiadomo, że nie ma lokalizacji idealnej, ale tegoroczna lokalizacja była o wiele wygodniejsza, co więcej, bardziej sprzyjała integracji i wymianie doświadczeń w kuluarach. Kolejna rzecz, na którą chciałbym zwrócić uwagę, to że w konferencji bierze udział coraz więcej młodych ludzi – tym nasza impreza różni się od niektórych wydarzeń tego typu na świecie. Jest to bardzo dobry znak i dobrze wróży astrologii w Polsce. Zaczyna być wreszcie trochę nowych twarzy w astrologii. Pojawiają się ludzie młodzi i na dużym poziomie intelektualnym. To myślę, jest bardzo ważne, żeby opinia publiczna powoli zaczęła postrzegać nasze środowisko, jako profesjonalistów, a nie, jako zgromadzenie wróżbitów-dziwaków i „ezo-dziadków”. I żeby skończyły się wreszcie idiotyczne komentarze pod zdjęciami na fejsbuku, że nie mamy szpiczastych, astrologicznych czapek.
Wcześniej użyłem pojęcia profesjonalizm i teraz chciałbym kilka słów napisać o tej właśnie stronie konferencji. Niewątpliwie, było kilka wyjątkowo ciekawych wykładów, przede wszystkim zagranicznych gości. Był wykład Andrew Bevana o dyrekcjach w oparciu o tzw. punktu wieku oraz Johna Frawley’a o interpretacji ruchu planet w horoskopie urodzeniowym. Kim Farnell przedstawiła historię i znaczenie tzw. Via Combusta, a Alex von Schlieffen pokazał swój punkt widzenia na archetypy horoskopowe. Goście zagraniczni poprowadzili także warsztaty, które były chyba najlepszą częścią tegorocznej konferencji: John Frawley wprowadził nas do horarnej astrologii medycznej, Andrew Bevan pokazał w detalach jak stosować technikę punktu wieku, a Alex von Schlieffen przeprowadził inspirujący, a zarazem bardzo efektowny warsztat o znaczeniu Neptuna. Spośród polskich wykładowców przede wszystkim mogę tutaj wymienić porywający wykład Miłki Krogulskiej o planetach na wygnaniu i w upadku oraz, niewątpliwie warty uwagi, wykład Piotra Piotrowskiego, który z odmętów historii wydobył dla nas trochę starych technik astrologicznych.
O moim wykładzie na temat relokacji solarnej nie będę się wypowiadał, bo powinien zrobić to ktoś inny. Zebrałem trochę pozytywnych opinii w kuluarach, ale sam jednak, prywatnie, nie byłem z niego zadowolony. A to po prostu dlatego, że nie udało mi się zrealizować tego, co zaplanowałem, a przede wszystkim nie zdążyłem, w ciągu moich 40 minut omówić odpowiednich przykładów. Z kilkunastu przygotowanych horoskopów zdążyłem omówić zaledwie parę, dlatego, ostatecznie za mało było w nim praktyki, a więcej teorii.
I właśnie, tak naprawdę, to taką uwagę miałbym do tegorocznej konferencji. Za mało horoskopów, a za dużo teorii. A właściwie, może powinienem powiedzieć inaczej – za mało mieliśmy astrologii na wykładach o astrologii. Po zeszłorocznej konferencji pisałem, że poziomem nie odbiegała wcale od tego typu wydarzeń zagranicznych. I dalej tą opinię podtrzymuję. Jednak nie mogę tego powiedzieć z czystym sumieniem o konferencji tegorocznej. W moim odczuciu za mało właśnie było astrologii, mało praktycznej wiedzy i konkretnych horoskopów. A przecież na tym polega astrologia. Ludzie przyjeżdżają z całej Polski nie tylko po to, żeby wykładowcy mogli się wylansować, a publiczność zintegrować w kuluarach. Na United Astrological Conference, która odbędzie się pod koniec maja tego roku w Nowym Orleanie wystąpi około 300 astrologów. Wykłady i warsztaty będą miały miejsce w ciągu 5 dni, co oznacza, że będą wygłaszane symultanicznie, czyli 15 wykładów będzie prowadzonych jednocześnie. Imponujące, prawda? Warte uwagi jest także to, że aby zostać zakwalifikowanym w poczet wykładowców tej konferencji trzeba wziąć udział w swojego rodzaju konkursie, czyli wysłać organizatorom tekst własnego wykładu z ponad półrocznym wyprzedzeniem. Może jest to dobry pomysł na naszą, polską konferencję? Poddaję to do przemyślenia organizatorów.



Temat wierności małżeńskiej oraz relacji w związkach partnerskich tak często pojawia się w mojej praktyce astrologicznej, że czasem czuję się jak doktor Pasikonik, którego pamiętacie może w doskonałej kreacji aktorskiej Piotra Machalicy, w „Sztuce kochania”. Jeśli więc długo nie zamieszczam wpisów na blogu, to możecie być prawie pewni, że właśnie jestem zajęty ratowaniem jakichś żon przed ich mężami lub vice versa. Z tego też cyklu pytań postanowiłem zamieścić poniższy horoskop, ponieważ jest wyjątkowo czytelny, a poza tym dobrze pokazuje całą sytuację związaną z zadanym pytaniem, które cytuję:

Sen nie jest stanem fizjologicznym, jest to stan umysłu. Według Jogasutr Patańdżalego sen jest jednym z chitta vritti, pięciu stanów umysłu. W pratyaharze, jak we śnie, obiektywna świadomość jest wycofana, ale nadal pozostajemy świadomi. Pratyahara jest jogicznym stanem świadomości, zaś sen jest stanem bez świadomości.